Po co jest joga? Na to pytanie można znaleźć wiele różnych odpowiedzi. Jedną z najbardziej znanych to ta, której ok. półtora tysiąca lat temu udzielił Patañjali – kiedy uda nam się wyciszyć umysł, pozostajemy we własnej naturze. To ciekawe stwierdzenie. Według niego nie musimy do niczego dążyć i niczego szukać. Wewnętrzny spokój, cisza, stan równowagi leżą już w naszej naturze. Nie pozwala nam ich dostrzec gonitwa myśli, zapętlenie emocji, podążanie za bodźcami zewnętrznymi.

To tylko nasz umysł tworzy hałas, który nie pozwala nam usłyszeć ciszy. Tylko nasze bezrefleksyjne i nawykowe zanurzenie w codzienności generuje dyskomfort, który karze nam ciągle szukać, zmieniać, dążyć, pragnąć. Celem jogi jest więc doświadczenie tego, kim jesteśmy i zanurzenie się w tym, co jest naszą istotą. “Jeśli wejdziesz do lasu, słyszysz wszelkiego rodzaju subtelne dźwięki. Ale pod nimi panuje wszechobecna cisza” – pisze Eckhart Tolle. „Spokój jest naszą svabhāva (stanem naturalnym). Podobnie jak ktoś, kto trzyma wiele rzeczy w pokoju i narzeka, że nie ma w nim miejsca, my mówimy, że nie ma spokoju. Czy przestrzeń nie jest automatycznie uzyskiwana, gdy rzeczy są usuwane?” – pytał Ramana Maharshi.

Jeśli tak jest w istocie, nie ma także znaczenia, jeśli inaczej definiujemy cel jogi. Kiedy choćby na chwilę doświadczymy tej ciszy, wszystkie inne cele stają się jedynie niepotrzebnie rozpraszającym, natrętnym dźwiękiem.