Joga jest sztuką balansowania, nie tylko w dosłownym tego słowa znaczeniu. Z jednej strony jest praktyką transformacji. W efekcie praktyki zmienia się np. nasze ciało, czujemy się silniejsi, bardziej elastyczni i odporni. Zmiany zachodzą także zmiany na poziomie mentalnym. Transformacji ulegają nasze relacje że światem zewnętrznym i samym sobą. W naszej percepcji te wszystkie zmiany są raczej pozytywne. Z jogą jest nam po prostu lepiej niż bez niej. Chcemy więc te zmiany kontynuować.
Z drugiej strony joga to praktyka akceptacji, zadowolenia, uspokojenia (santoṣa), a także praktyka nieulegania najrozmaitszym pragnieniom (vairāgya). Staramy się szukać radości w tym, co jest – nawet, gdy obiektywnie nie wszystko jest idealne. Afirmujemy rzeczywistość, starając się, aby nasze interakcje ze światem nie burzyły wewnętrznego spokoju.
Zmiana i akceptacja, transformacja i zadowolenie, poszukiwanie siebie i zrozumienie, że jesteśmy dokładnie tam, gdzie mamy być – to dwa wektory, które mają przeciwstawne kierunki. Nieustannie poszukujemy równowagi między nimi – nieumiejętnie, pełni wątpliwości, czasem bez szczególnej nadziei. Niekiedy ten balans udaje się odnaleźć, ale jest on bardzo ulotny. Bo – jak podkreśla Kaṭha Upaniṣad – joga przychodzi, rodzi się, pojawia się (prabhava) i odchodzi, ginie, zanika (apyaya). Trzeba więc zachować czujność.