Często szukamy radości w świecie zewnętrznym – w relacjach z innymi, w wydarzeniach dziejących się wokół nas, w religijnych rytuałach, w sukcesach zawodowych, w podróżach, w poszukiwaniu nowych doznań, w zmysłowym zatraceniu czy czasem nawet w najrozmaitszych substancjach zmieniających świadomość. I pewnie niekiedy udaje się na takie właśnie sposoby radość odnaleźć. Kłopot tylko w tym, że bywa ona ulotna, po jakim czasie pojawia się poczucie pustki, niespełnienia i coraz silniejsza potrzeba poszukiwania nowego źródła radości.

Inne podejście opiera się na poszukiwaniu radości wewnątrz nas. Podejście to opiera się na założeniu, że radość przynależy naszej naturze. W tradycji myślenia niedualistycznego, reprezentowanej np. przez Wedantę, ānanda (radość, ekstaza, szczęście, rozkosz) jest jedną z trzech niezmiennych i trwałych własności naszego prawdziwego JA. Dzięki praktyce możemy zatem zrozumieć i doświadczyć, że tak naprawdę wszystkie codzienne stany szczęścia i radości są w istocie nie tylko ulotne, ale pozbawione realności, a prawdziwe szczęście, czy stan permanentnej radości czy ekstazy, jest po prostu częścią naszej prawdziwej natury – podobnie jak istnienie (sat) i bycie świadomym (cit).

Również w wielu nurtach jogi doświadczanie wewnętrznej ekstazy, radości czy szczęścia nie ma raczej źródła w zewnętrznych doznaniach, codziennych przyjemnościach czy ulotnych stanach umysłu. Przeciwnie, radość jest czymś, czego szukać należy w nas samych, czymś, co wynika z naszej natury, a dzięki praktyce jogi stan ten próbujemy jedynie odkryć. “Podczas moich podróży widziałem wiele świątyń i miejsc świętych, ale żadnej tak przepełnionej radością, jak moje ciało” – twierdził Mahasiddha Saraha, jogin, uważany za jednego z największych mistrzów Buddyzmu Diamentowej Drogi.