Rozpoczyna się szaleństwo świątecznych zakupów. Wszechobecne reklamy kreują w nas nie zawsze prawdziwe potrzeby. Aby je zrealizować, kupujemy dla siebie i innych coraz więcej rzeczy. Kupione okazyjnie produkty nie zawsze okazują się niezbędne. Prezenty bywają nietrafione. Z roku na rok coraz więcej wokół nas rzeczy. Obrastamy w nie trochę, jak wielki statek obrasta w glony, czasem tak, że z wolna tracimy żeglowność.
Jedna z zasad etycznych jogi, aparigraha przestrzega przed takim stylem życia, zachęca do wstrzemięźliwości, niegromadzenia przedmiotów ponad miarę i wyrzeczenia się nieustannej konsumpcji. Dawni jogini ograniczali stan swego posiadania do niezbędnego minimum. We współczesnym świecie to pewnie trudne, ale w takim podejściu do posiadania kryje się jednak pewna mądrość. Przywiązywanie się do rzeczy, definiowanie samego siebie poprzez swój majątek lub nagromadzone przedmioty przeszkadzają nie tylko w praktyce jogi, ale także w osiągnięciu równowagi w codziennym życiu.
Czy warto zatem kupować świąteczne prezenty? Czasami pewnie tak – o ile są przemyślane i potrzebne. Niekiedy może jednak wystarczy dobre słowo, uśmiech, jakieś wspólne doświadczenie (np. sesja jogi lub warsztaty rozwojowe). Czasem może najlepszym prezentem bywa obecność. Nie tylko ta fizyczna, wymuszana niekiedy tradycją. Uważność dla innych, chęć słuchania i współodczuwania, to kosztowne dary, ale chyba bardziej potrzebne niż skarpety w renifery.