Joga na wakacjach jest inna. Więcej czasu spędzamy na świeżym powietrzu, więcej pojawia się także fizycznych aktywności. Częściej praktykujemy w innym miejscu niż zwykle – na wyjazdach z jogą i bez, podczas wycieczek między zwiedzaniem tego i owego. Joga na wakacjach bywa mniej regularna niż zwykle. Pojawia się także okazja do rozwinięcia maty na świeżym powietrzu.

Tak praktyka czasem może być wyzwaniem. Wokół dzieje się więcej niż zwykle, słońce świeci w oczy, wiatr może nagle zawiać i zburzyć równowagę. Na matę mogą dostać się liście, piasek, czasem nawet jakieś spacerujące owady, na które trzeba uważać (wiadomo – ahiṃsā). Słowem – jest bardzo inaczej.

Po raz pierwszy przekonałem się do praktyki na świeżym powietrzu wiele lat temu, podczas wyjazdu na Baleary. Znalazłem wtedy na plaży coś w rodzaju małego podestu z desek, na którym w ciągu dnia drzemał lokalny ratownik. Zjawiałem się tam tuż przed świtem, rozwijałem matę na podeście i zaczynałem praktykę rozbudzany morską bryzą. Powoli wstawał dzień, a moje powitania słońca stawały się coraz bardziej dosłowne.

W wakacyjna praktyka ma swoje uroki. Jest trochę wyluzowana, niespieszna, daje okazję do szukania nowych doświadczeń. Skoro wszystko jest inne, joga także staje się inna. Nieco bardziej dobitnie niż zwykle czuje wówczas, że joga jest eksperymentem, a nie realizacją obietnic i gwarancji. Niektóre eksperymenty kończą się porażką. Inne przynoszą zaskakujące rezultaty. Nie jestem pierwszy, który do tego laboratorium wszedł, mogę więc czerpać z bogatego dorobku błędów i sukcesów innych. Pozostaje w nim przepełniony nadzieją, rozgrzewaną wakacyjnym słońcem.