Co się musiało wydarzyć, żebyśmy mogli dzisiaj czytać jakiś dawny tekst o jodze? Bardzo wiele, czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo.

Dawne teksty o jodze spisywane były na nietrwałych materiałach (np. liście bananowca), musiały być zatem regularnie przepisywane. Było to kosztowne i wymagało rzadkich umiejętności. Przepisywano zatem te teksty, które były popularne, miały sponsorów oraz zgadzały się obrazem świata i systemem wartości zlecających kopiowanie. Teksty, które dotrwały do dzisiaj to prawdopodobnie tylko niewielka część tych, które napisano.

Teksty te znajdują się w rękopisach rozsianych w wielu bibliotekach. Często ten sam tekst występuje w różnych wersjach, co może wynikać z pomyłek przepisujących skrybów lub zmian, które miały w założeniu „poprawić” oryginalny materiał. Dlatego pierwszym krokiem do przygotowania współczesnego wydania jakiegoś tekstu jest tzw. opracowanie krytyczne, czyli porównanie różnych rękopisów tego samego tekstu w celu przygotowania jednej wersji, która jest najbliższa oryginałowi. Przygotowanie opracowania krytycznego zajmuje zwykle kilka lat. Jest to proces bardzo żmudny, kosztowny i wymagający zwykle współpracy wielu osób.

Dopiero kiedy powstanie taki uzgodniony, opracowany tekst w oryginale (najczęściej w Sanskrycie) zostaje on przetłumaczony na jakiś język współczesny. A zatem tłumaczenie, z którym na ogół obcujemy jest przekładem tekstu, który – w oparciu współczesną wiedzę i dostęp do materiałów źródłowych – jest najbliższy oryginałowi. Kiedy więc czytamy Yogasūtry, Haṭhapradīpikę czy jakikolwiek dawny tekst poświęcony jodze, obcujemy z owocem pracy wielu osób – nie tylko samego autora tekstu, ale także bezimiennych skrybów, którzy go przepisywali, bibliotekarzy, którzy dbali o jego przechowywanie, współczesnych sanskrytologów, którzy przygotowali opracowanie krytyczne i przełożyli go na nasz język.

📸 Rękopis Śivayogapradīpikā, Biblioteka Państwowa Madras. Zdjęcie: Seth Powell