Rozciąganie jest dobre dla ciała. To prawda. Ale czasem to pragnienie elastyczności przeradza się w przeciwieństwo jogi. Albo sami próbujemy za wszelką cenę się „otwierać” albo dociska nas nauczyciel. Czasem nasza własna silna potrzeba wejścia głębiej w pozycję spotyka się z fiksacją elastyczności naszego nauczyciela, co kończy się zwykle bardzo nieciekawie. Inne podejście do asan postuluje tradycja jogi. Patañjali pisał, że „stabilna i wygodna asana [powstaje] poprzez rozluźnienie wysiłku i skupienie na nieskończonym” (YS 2.46-47). Asana w jodze klasycznej nie służyła sprawdzaniu się, udowadnianiu czegoś, bycia lepszym od innych i samego siebie z wczoraj. Asana miała być stabilna i wygodna, aby ułatwić skupienie uwagi, uspokojenie myśli, wzięcie w nawias dwoistości świata, która raz za razem wtłacza nas w radość lub smutek, szczęście lub cierpienie, satysfakcję lub poczucie braku, afirmację lub obojętność, itd. Stabilna i wygodna asana miała stać się czymś w rodzaju stop-klatki, zatrzymania rzeczywistości, zastąpienia bolesnego rozedrgania, euforyczną pustką uspokojenia. Wielki komentator dzieła Patañjalego, Hariharānanda Āraṇya, pisał o asanie tak: „moje ciało stało się jak próżnia, rozpuszczając się w nieskończonej przestrzeni, a ja jestem jak bezkresna płaszczyzna nieba.” Może więc warto, aby dbając o siłę i elastyczność naszego ciała, jednocześnie uczyć się rozluźnienia wysiłku i skupiania się na czymś, co wykracza poza czystą fizyczność asany. Nasze ciała nie są konserwami, które trzeba otwierać. To, że nasz zakres ruchu w jakieś asanie jest mniejszy niż nam czy komuś innemu się wydaje, że być powinien, nie świadczy o tym, że nasza praktyka jogi jest mniej wartościowa, a nas samych nie czyni gorszymi. A.G. Mohan wspomina, że Krishnamacharya zawsze potarzał: „Praktykuj w taki sposób, aby nie odczuwać żadnego bólu”.