“Jak długo oddech pozostaje w ciele, nazywa się to życiem. Kiedy uchodzi on z niego [nastaje] śmierć. Dlatego [jogin] powinien powstrzymywać oddech” – podkreśla Vivekamārtaṇḍa (73). Przekonanie, że oddech jest źródłem życia występuje w nurcie haṭhayogi dosyć często. Praca z oddechem – jego wydłużanie i zatrzymywanie – miało na celu m.in. zapewnienie joginowi długowieczności.

Można powiedzieć, że w jakimś sensie intuicję tę potwierdza współczesna nauka. Wydłużanie lub zatrzymywanie oddechu powoduje stan nazywany „przejściowym niedotlenieniem”, podczas którego występują okresy niższego poziomu tlenu i nieco wyższego poziomu CO2 we krwi.

Przynosi to wiele korzyści. Takie krótkie i kontrolowane niedotlenienie zwiększa poziom hemoglobiny oraz może indukować tlenek azotu, który pełni różne role w tkankach, np. zapobiega uszkodzeniom oksydacyjnym. Dzięki temu rónież nasz organizm przystosowuje się do wchłaniania i przetwarzania wyższych poziomów CO2 we krwi. Im wyższa tolerancja organizmu na CO2, tym więcej tlenu można uwolnić podczas procesów metabolicznych tam, gdzie jest on najbardziej potrzebny. Dzięki temu rónież nasz organizm przystosowuje się do wchłaniania i przetwarzania wyższych poziomów CO2 we krwi. Im wyższa tolerancja organizmu na CO2, tym więcej tlenu można uwolnić podczas procesów metabolicznych tam, gdzie jest on najbardziej potrzebny.

Utrzymanie właściwej równowagi dwutlenku węgla w organizmie jest niezbędne dla ważnych procesów zachodzących w naszym ciele. Brak takiej równowagi może wpływać negatywnie na ciśnienie krwi, tętno, drogi oddechowe, poziom energii, układ nerwowy, a także naszą zdolność do relaksu i skupienia. A zatem to, co dawne teksty o jodze nazywały “zatrzymywaniem oddechu w ciele” może mieć korzystny wpływ na nasze zdrowie i nasz dobrostan, a przez to także na długość życia. “Dopóki oddech zatrzymany jest w ciele, (…), skąd miałby się brać lęk przed śmiercią? “ – pyta retorycznie Haṭhapradīpikā (2.40).