Joga uczy, żebyśmy się nie przywiązywali, niczego nie oczekiwali i nie pragnęli. “Ten, kto porzuciwszy wszelkie pragnienia, żyje bez oczekiwań, chęci posiadania i bez skupiania się na sobie, zyskuje spokój” – uczy Bhagavadgītā (2.71). Z drugiej strony praktyka jogi wymaga regularności, dyscypliny i zaangażowania, a to może rodzić pragnienia i przywiązanie – do bycia lepszym od innych, do coraz trudniejszych asan, do idei ciągłego postępu. Wkładamy w praktykę czas i wysiłek, więc kiedy zaczynamy widzieć jej rezultaty, w naturalny sposób przywiązujemy się do nich i chcemy więcej.
Oczywiście, możemy się udawać, że nie zależy nam na tym, co osiągnęliśmy, że interesuje nas sama praktyka, nie jej efekty. Tyle tylko, że to trochę taki mentalny bypass. Joga nie polega na oszukiwaniu samych siebie, wywoływaniu błogiego uśmiechu i intonowaniu „śānti, śānti”, kiedy jednocześnie skręcamy się w środku od niezaspokojonych nadziei i frustracji z tego, co jest tu i teraz. Zaprzeczamy w ten sposób naszemu człowieczeństwu, które bywa pełne niedoskonałości i nienasycenia.
Stawanie się bardziej neutralnym, dystans wobec pragnień jest czymś, czego trudno się nauczyć, a jeszcze trudniej zadekretować. Pozostaje mieć nadzieję, że to się po prostu pojawia w procesie praktyki. Tak jak czasem pojawia się radość, spełnienie i poczucie spokoju po wykonaniu jakieś, wcale nie najtrudniejszej i zupełnie nie instagramowej asany.