Jeśli robię coś przez tygodnie, miesiące, lata – gdzieś w tyle głowy rodzi się oczekiwanie, że będzie coraz lepiej, coraz więcej. Na początku z reguły jest jeszcze pewna pokora, ale im więcej praktyki, tym silniejsze założenie, że powinien być jakiś postęp, tym mocniejsza tęsknota za doskonałością. A praktyka jogi doskonała bywa jedynie przelotnie. Z reguły jest codzienna, pełna trudu, potu, niepewności i nieoczekiwanych zwrotów. Postępowi towarzyszy regres, oczekiwania weryfikuje codzienność. Idealne asany udają się rzadko, bardzo trudno o perfekcyjną ciszę podczas medytacji.

Wyidealizowane obrazy w mediach społecznościowych podsycają jedynie to pragnienie doskonałości. Piękne, młode, wysportowane ciała, inspirujące otoczenie, natchnione twarze – niby wiemy, że na co dzień praktyka tak nie wygląda, ale pomimo tego patrzymy na ekrany telefonów czy monitorów i tam szukamy inspiracji.

Tymczasem niedoskonałość jest nieodłączną częścią praktyki, tak jest częścią nas samych. Mało kto osiąga w pełni to, co sobie założył, rzeczywistość jest daleka od ideału. Jak to ujmuje Bhagavadgītā: „Wszelkie przedsięwzięcia osnute są niedoskonałością, tak jak ogień osnuty jest dymem.” (BhG 18.48b)

📸 Chermitove