Współczesna kultura namawia nas do przekraczania granic i stawiania sobie wyzwań. Widać to także podczas praktyki jogi. Czy faktycznie jednak granice trzeba przekraczać? Z jednej strony, ma to swoje plusy. Pokonywanie barier wzmacnia odporność, uczy systematyczności, buduje pewność siebie. Zauważamy, że mamy siłę i wytrwałość, aby przezwyciężać trudności, co wzmacnia samoakceptację i przydaje się w życiu.
Z drugiej strony, są także pewne minusy. Można np. używać praktyki dla pokazania swojej wyższości. Wtedy praktyka asan buduje tylko ego, stając się w zaprzeczeniem oryginalnego celu jogi, jakim była transformacja świadomości oparta m.in. na nieprzywiązywaniu się do tego, co materialne. Nawet gdy, w pewnym momencie rozwoju jogi, praktyki fizyczne zyskały na znaczeniu, były one jedynie narzędziem, a nie celem samym w sobie. Obsesyjne dążenie do wykonania jakieś trudnej asany kłóci się więc raczej z tradycyjnie rozumianą praktyką.
Jak więc uczyć się trudnych asan, ale jednocześnie nie traktować ich, jak samoistnego celu ani jako narzędzia poszukiwania podziwu i budowania ego? Jak odpowiednio dawkować sobie przekraczanie granic?
„Masz prawo do działania jedynie, nie do jego owoców” – mówi Bhagavadgītā (2.47) i zaleca zręczność w działaniu (karmasu kauśalam) (2.50). W Sanskrycie kauśala znaczy zręczny, inteligentny, doświadczony, ale także przynoszący dobrostan. Joga zatem to nie tylko zręczność w działaniu, ale także mądrość albo dbałość o dobrostan w podejmowanych działaniach.
Gdyby zastosować radę Bhagavadgīty do praktyki asan, to polegałaby ona na skupieniu się na samym działaniu (czyli na samym procesie praktyki asan), a nie na jego skutkach (czyni na opanowaniu danej asany w jej pełnej formie). Praktyka taka oznaczałaby także wyrzeczenie się przywiązania do naszych pragnień, oczekiwań innych, mentalnych konstrukcji, ale także lęków, które nas paraliżują. Taka praktyka asan będzie wówczas kauśala – zręczna, mądra i pożyteczna.
📸 globalindian