Czasem zadajemy sobie takie właśnie pytanie.

Jesteśmy odbiorcą dwóch opowieści. Jedna z nich mówi nam o tym, jak praktyka jogi powinna wyglądać. Druga – jak w istocie praktykujemy.

Pierwsza jest opowieścią kształtowaną przez media społecznościowe, pełne inspirujących zdjęć, uduchowionych porad, wypowiedzi charyzmatycznych nauczycieli, historii wielkich joginów. Dla tych którzy lubią czytać stare i nieco już przykurzone księgi, opowieść ta jest także kształtowana przez to, co w nich o praktyce jogi jest napisane.

Druga opowieść jest o tym, jak wygląda nasza codzienna praktyka. Niekiedy mało atrakcyjna, pełna mozołu, trochę spocona i zadyszana, niewolna od niepowodzeń, nacechowana brakiem perfekcji, przypominająca czasem orkę na ugorze.

Pomiędzy pierwszą a drugą opowieścią istnieje poważny rozdźwięk, który bywa źródłem frustracji, rozczarowania czy poczucia niespełnienia. Mamy wrażenie, że opowieść o naszej praktyce jest nudna, płaska, mało inspirująca i niespecjalnie mierzyć może się z tą pierwszą opowieścią, która kusi perfekcją, gracją, siłą ciała i umysłu, itd.

Takie podejście jest jednak z gruntu fałszywe. Piękne zdjęcia na Instagramie często powstają po wielu mozolnych próbach. Charyzmatyczni nauczyciele także są pełni wad i miewają swoje ciemne strony. Historie wielkich joginów przynależą raczej do literatury a nie są dokumentarnym zapisem historii. Dawne księgi są z natury rzeczy opisem tego, jak jogę powinno się praktykować, a nie jak jogę kiedyś praktykowano.

Ta druga opowieść, opowieść o naszej praktyce, wcale nie jest gorsza od tej pierwszej. Jest po prostu inna. Nie powinniśmy się jej wstydzić. Warto ją pielęgnować i – jeśli mamy ochotę – dzielić się nią. Jest ona fascynująca, bo ma w sobie unikalność i prawdę, ale często nie zwracamy na to uwagi.

Nie dajmy się uwieść opowieści o cudzej praktyce na tyle, żeby nie cieszyć się praktyką własną. Nasza opowieść jest ważna, bo mówi nam o tym kim jesteśmy, czego szukamy i jak próbujemy się odnaleźć.