Czy pytanie o to, „czym jest prawdziwa joga” ma sens? Moim zdaniem tak, choć pewnie na pytanie to różne osoby udzielą różnych odpowiedzi. Jeśli coś staje się ważnym elementem naszego życia i zmienia je często w sposób fundamentalny, warto dociekać na czym to coś polega i jak działa.
Dyskusji o tym, „czym jest prawdziwa joga” towarzyszy jednak pewien problem. Praktyka jogi przejmuje często cechy współczesnego świata. Jeśli ktoś uczy jogi na Zachodzie, bardzo często zaczyna rywalizować z innymi uczącymi jogi. Stara się więc wyróżnić, podkreślać to, co czyni jego lub jej jogę lepszą od innych. Pytanie o to, „czym jest prawdziwa joga” zmienia się wówczas w część marketingowej strategii, próbę udowodnienie sobie i światu, że moja joga jest bardziej tradycyjna, bardziej skuteczna albo bardziej uduchowiona – czyli lepsza od innych metod praktyki. Zaczyna się także poszukiwanie unikalności nauczanej metody, która ma dowodzić jej lepszości. Pojawia się potrzeba „brandingu”, czy wyróżniania jakiejś metody poprzez chwytliwą nazwę, czasem związaną z nazwiskiem jej twórcy.
Traktowanie pytanie, „czym jest joga” jako pałki do walenia innych po głowach lub jako sposobu dorabiania się majątku, nie sprzyja poszukiwaniu prawdy. Dociekanie źródeł jogi oraz jej definiujących cech wymaga ciszy, otwartości i wyrozumiałości, a nie przepychanki. Często kontekst i sposób, w jaki zadajemy pytanie decyduje o tym, jak wartościową odpowiedź usłyszymy.