Współczesna joga obrosła wieloma akcesoriami. Kryształy, kadzidła, świece zapachowe, muzyka podczas praktyki, plakaty ze schematami czakramów, koncerty mis – to wszystko (i nie tylko to) można dzisiaj spotkać w wielu szkołach jogi. Czasem zjawisko to spotyka się z krytyką. Niektórzy twierdzą, że jest to odejście od tradycyjnej jogi, która w gruncie rzeczy jest prosta i polega na praktyce mentalnej, dla której te wszystkie dodatki są tylko niepotrzebną komplikacją. Inni podnoszą problem komercjalizacji współczesnej jogi i podkreślają, że promowanie najrozmaitszych akcesoriów to jedynie sposób na zarabianie pieniędzy przez ich producentów i sprzedawców.

Pewnie w twierdzeniach tych jest trochę prawdy. Z drugiej strony, jeśli zapach kadzidła czy subtelna muzyka pomaga komuś w koncentracji, dlaczego nie korzystać z tych narzędzi? W końcu sam Patañjali twierdził, że skupiać uwagę można na tym, na czym ma się ochotę. Ciekawe podejście w tym względzie można znaleźć w Śivasaṃhita. Znajdziemy tam całą listę zasad (niyamy), których przestrzeganie zapewnia sukces w jodze. Obok wielu znanych zasad takich, jak np. cierpliwość, samodyscyplina, skromność, Śivasaṃhita zaleca także sunādaśravaṇa. W Sanskrycie nāda znaczy “dźwięk” lub “wibracja”, śravaṇa zaś to słuchanie. Sunādaśravaṇa to zatem wsłuchiwanie się w piękne (su) dźwięki lub wibracje, ewentualnie w harmonijną muzykę. Może zatem udział w koncercie mis może być także formą praktyki jogi?