Pracownia Market.us opublikowała ciekawy raport o rynku jogi w USA. Wynika z niego, że w ubiegłym roku wartość rynku usług jogi i medytacji wyniosła 6,7 mld dolarów, a do roku 2034 ma osiągnąć wartość 23,1 mld dolarów, co przekłada się na średnioroczny wskaźnik wzrostu na poziomie 13,2%.

Można patrzeć na te dane z niepokojem. Joga stała się dla wielu biznesem, co oczywiście ma się nijak do oryginalnych celów, jakie stawia sobie praktyka jogi oraz tradycyjnego przekazu. Historycznie joga była poszukiwaniem duchowego wyzwolenia, miała transformować świadomość w oparciu o praktyki mentalne i fizyczne. Czy takie właśnie cele przyświecają tym, którzy tak tłumnie zaczęli rozwijać maty? Czy w tej rosnącej popularności jogi nie kryje się komercyjna fikcja karmiąca się nadzieją, że kupienie karnetu na jogę rozwiąże nasze problemy i zapewni szczęście?

Rozumiejąc te obawy, warto jednak także spojrzeć na to zjawisko jako na pewną szansę. Rosnąca grupa praktykujących jogę, to przecież także większe prawdopodobieństwo, że niektórzy z nich podejdą do swej praktyki poważnie i niekomercyjnie. Podsycane kulturą fitnessu i modą na wellness zainteresowanie jogą nie musi zawsze oznaczać upadku autentycznej i głębokiej praktyki. Wręcz przeciwnie, może oznaczać jej rozwój. Wiele oczywiście zależy od nauczycieli jogi, od ich podejścia procesu uczenia i wierności pewnym zasadom.

Joga zawsze rozwijała się w jakimś społecznym kontekście i ulegała zmianom. Początkowo była praktyką dla nielicznych – wymagała całkowitego oddania, samodyscypliny, wyrzeczenia się życia społecznego, celibatu, itd. Wysyp tekstów o jodze, z którym mamy do czynienia od X-XII wieku, wiązał się zapewne z rozwojem monastycznych instytucji, które gromadziły wokół siebie joginów, ale które także miały znaczenie polityczne i gospodarcze. Pojawiały się także ważne teksty o jodze przeznaczone dla ludzi żyjących w społeczeństwie. Współczesna, mocno skomercjalizowana, joga jest skierowana do wszystkich i opiera się głównie na pracy z ciałem. Czy to znaczy jednak, że mamy to zjawisko odrzucać i krytykować? Może lepiej cieszyć się, że pojawia się nowe pole do rozwoju jogi?