Cisnąć czy nie cisnąć? Takie pytanie rodzi się kiedy obserwujemy współczesną jogę. Z jednej strony wiemy, że chodzi o dobrostan ciała i umysłu, a więc raczej warto zachować umiar i rozsądek. Z drugiej strony, chciałoby widzieć postępy w praktyce – podpowiada podsycana mediami społecznościowymi współczesna kultura targetów.
Żeby jakoś wyrwać się z tego dylematu czasem sięgamy po dawne teksty o jodze, z nadzieją, że tam znajdziemy złoty środek. Kłopot tylko w tym, że z lektury uznanych dzieł nie rodzi się spójna wizja, która opierałaby się na równowadze między zaangażowaniem a rozsądkiem i umiarem.
„Szukaj perfekcji w jodze poprzez samodyscyplinę (tapas)” – radzi Mahābhārata. Patañjali podkreśla, że jedynie osoby, które praktykują jogę według najlepszej metody i z największą intensywnością są blisko celu. Amaraugha nazywa uczniów o niskich predyspozycjach do praktyki manda (leniwy, słaby, wolny).
Samo słowo haṭha, które występuje w nazwie haṭhayoga, znaczy dosłownie „siła”, „upór”, „zawziętość”. Jednak Haṭhapradīpikā, sztandarowe dzieło haṭhayogi, podkreśla, że prāṇāyama powinna być praktykowana zgodnie z [własnymi] możliwościami (yathāśakti). Sam oddech zaś powinien być poddawany kontroli powoli i stopniowo (śanaiḥ śanaiḥ). Inne ważne dzieło haṭhayogi, Gheraṇḍasaṃhita, przeciwnie, twierdzi, że zatrzymywać oddech trzeba tak długo, dopóki nie pojawi się pot na włosach i paznokciach, co raczej trudno pogodzić z umiarem i praktyką według własnych możliwości.
Cisnąć czy nie cisnąć zatem? To raczej pytanie do nas samych, a nie do naszego nauczyciela czy jogowych autorytetów. Odpowiedź na nie będzie zależała w istocie od tego, po co jogę praktykujemy. Joga jest w przecież także poszukiwaniem równowagi, więc pewnie sami musimy ją odszukać. W kwestii poszukiwania równowagi ciekawej rady udziela Bhagavadgītā: „Osadzony w jodze, wyrzekając się przywiązania (…), pozostając niezmienny w sukcesie i porażce – działaj! Ten stan równowagi (samatvam) nazywamy jogą”- czytamy.