Dzisiejsza pełnia księżyca znana jest jako Guru Pūrṇimā (tj. pełnia guru). Tradycyjnie nauka jogi odbywała się pod kierunkiem guru – nauczyciela, przewodnika, mistrza. Jednak współcześnie wiele osób zachowuje do słowa guru pewien dystans. Pewnie wynika to trochę z naszej kultury, a trochę z różnych prywatnych złych doświadczeń oraz ujawnionych nadużyć nauczycieli jogi.

Guru nie musi jednak oznaczać kogoś, kto ma nad nami nieograniczoną władzę i kogo musimy się bezkrytycznie słuchać. Guru to po prostu nauczyciel. „Guru” znaczy „ten, który rozprasza mrok”, a więc dzieli się z nami: wiedzą, doświadczeniem i swoim rozumieniem świata. W Sanskrycie przymiotnik „guru” znaczy także „ciężki”, a zatem guru to ktoś taki, kogo wiedza ma odpowiedną wagę i poparta jest własnym doświadczeniem. Guru jest drogowskazem na drodze, którą sam przeszedł.

Miałem okazję studiować jogę z wieloma nauczycielami. Niektórzy z nich byli bardzo znani, inni nie szukali rozgłosu. Każdy z nich wywarł na mnie swój wpływ. Ale najbardziej pamiętam tych, którzy nie bali przyznać się do swoich błędów, zachęcali do zadawania pytań i kwestionowania odpowiedzi oraz dobrze czuli się we wspólnym z uczniami poszukiwaniu prawdy. Kiedy ktoś próbował mnie indoktrynować, narzucać poglądy, zmuszać do niechcianych zmian, wolałem iść swoją drogą. Rozumiem znaczenie otwartości i zaangażowania, ale nie chcę zawieszać krytycznego myślenia. Guru kreśli tylko mapę do celu, ale mapa to nie to samo co teren, który opisuje. To ja idę drogą, którą opisuje guru i nikt ze mnie nie zdejmie tej odpowiedzialności.

Zawsze z okazji Guru Pūrṇimā kieruję moją przychylną myśl w kierunku tych wszystkich, którzy na różnych etapach mojego życia czegoś ważnego mnie nauczyli. Nie dlatego, że byli oni bez wad i że wiedzieli wszystko, ale dlatego, że pomimo swojej niedoskonałości pomogli mi w jakimś stopniu kroczyć moją drogą.

📸 Płaskorzeźba przedstawiająca Matsyendrę, uznawanego za pierwszego guru Nāthasaṃpradāya (kompleks świątynny Hampi XIV-XV w.)