Dzień jogi świętuję na pewno nie dlatego, że ktoś kiedyś wymyślił, że może to być dobry pomysł na promocję kultury Indii. Także nie dlatego, że firmy produkujące maty i odzież do jogi mogą z tej okazji robić najrozmaitsze akcje marketingowe. Dnia jogi nie celebruję także jako okazji do praktyki jogi – w końcu dla mnie, podobniej jak dla wielu osób wkręconych w jogę, każda okazja jest dobra. Dzień jogi obchodzę, bo jest to dobra okazja, żeby wyrazić wdzięczność.
Po pierwsze losowi, przypadkowi, karmie (niepotrzebne skreślić), że miałem okazję zacząć praktykę. Bez jakiegoś planu, bez większych oczekiwań, z potrzeby ciała i pewnie także ducha pewnego dnia stanąłem po raz pierwszy na macie i coś się zmieniło.
Po drugie, moim nauczycielom, którzy prowadzili moją praktykę i wspomagali swoim doświadczeniem, radą i pomocą, a czasem także ich brakiem. A także nauczycielom moich nauczycieli i tak dalej, aż do samego początku, kiedy rodziła się joga.
Po trzecie, sobie, że wytrwałem z regularnej praktyce, pomimo rozmaitych życiowych zakrętów i zmian, wątpliwości, najrozmaitszych urazów i chorób, a także – co doceniam coraz częściej – pomimo płynącego czasu.
Po czwarte, wszystkim towarzyszom mojej jogowej podróży, z którymi praktykowałem mata w matę, z którymi brałem powolny wdech i jeszcze dłuższy wydech, i z którymi czasem miałem okazję rozmawiać o jodze i nie tylko.
Po piąte wreszcie, tym wszystkim, którzy chodzili i chodzą na moje zajęcia, biorą udział w moich warsztatach i wyjazdach, słuchają moich opowieści o teorii jogi i najrozmaitszych dawnych tekstach o jodze. Praktyka jogi jest równie wspaniała, jak możliwość dzielenia się nią z innymi.
Dobrego Dnia Jogi! ![]()
![]()
![]()