Już za chwilę majówka. Wiele osób praktykujących jogą wyjedzie (lub już wyjechało) na jogowe retreaty, wyjazdy, warsztaty. W ostatnich latach oferta takich wyjazdów bardzo się wzbogaciła. Można wyjechać z samą jogą, ale także z jogą połączoną z różnymi innymi aktywnościami, jak np. jazda konna, trekking, koncerty mis, aromaterapia, lepienie garnków, surfing, taniec intuicyjny, itd. Czasem można odnieść wrażenie, że niektóre z takich wyjazdów są bardziej formą aktywnej turystyki niż praktyki jogi. Jeśli jest popyt, pojawia się ktoś, kto go zaspokoi.

Dla jasności – nie krytykuje, nie narzekam, nie marudzę, na zazdroszczę. Sam chętnie czasem wyjeżdżam z jogą, sam organizuje jogowe wyjazdy. Jeśli ktoś, oprócz jogi, chce pojechać na wyjazd z innymi aktywnościami, nie widzę w tym nic złego. Warto się ruszać, warto zwiedzać, warto doświadczać nowych rzeczy. Jeśli ktoś zainteresowany jest jedynie jogą i jedzie na wyjazd, podczas którego może pogłębić swoją praktykę, to doskonale. Nie ma jednak powodu, żeby z wyższością patrzył na innych.

Jedna tylko rzecz wydaje się warta podkreślenia. Wyjazdy z jogą to dość specyficzna forma wspólnego spędzania czasu. Lepiej więc nie zdawać się na przypadek, nie kierować się jedynie atrakcyjną lokalizacją, fajnymi zdjęciami w ogłoszeniu, rozbudowanym programem czy obietnicami, że dzięki takiemu wyjazdowi nauczymy się stawać na rękach albo na głowie. Podczas takich wyjazdów o wiele ważniejsza jest chemia w grupie i zaufanie do osoby/osób prowadzących. Warto jest więc dokładnie sprawdzić kto takie warsztaty organizuje, jakie ma doświadczenie, jakiej jogi uczy, a także, kto może w warsztatach takich uczestniczyć. Jeśli się to uda zgrać z naszymi oczekiwaniami i potrzebami, taki wyjazd może być naprawdę głębokim doświadczeniem , ważnym dla rozwoju naszej praktyki.

Czego wszystkim majówkowo życzę!