Samasthiti , znane również jako tāḍāsana, czemu służy ta pozycja? Czy to po prostu taki początek praktyki, punkt wyjścia? A może okazja do odpoczynku między bardziej wymagającymi pozycjami, rodzaj portu, do którego wracamy i z którego wyruszamy, aby zacząć kolejną sekwencję? Czy ma nas ugruntowywać, ułatwić skupienie czy może – jak sugerował BKS Iyengar – ma pomóc nam poczuć lekkość ciała i uaktywnić umysł? Podobno Krishnamacharya uczył kilkunastu wariantów tej pozycji. Coś musi zatem w niej być, jakaś głębia, ukryty sens.
Samasthiti nie może być zatem po prostu przerywnikiem w sekwencji, może znaczącym, ale pełniącym trochę taką funkcję, jak przecinek w zdaniu. Może samastithi jest bardziej, jak portal, który dostępny jest tylko wtajemniczonym i który przenosi nas w inne, niecodzienne miejsce.
Samasthiti składa się z połączenia słów „sama” oraz „sthiti”. Pierwszy wyraz, w zależności od kontekstu, znaczyć może: równy, symetryczny, identyczny, niezmienny, niewzruszony, neutralny, wyprostowany lub kompletny. Drugie słowo oznacza czynność pionowego, solidnie osadzonego stania. W samasthiti przyjmujemy zatem symetryczną pozycję stojącą, która jest nieporuszona, wyprostowana i kompletna. Co ciekawe, ta niewzruszoność i kompletność występuje także w słowie samādhi, które można tłumaczyć jako „nieprzerwane skupienie”.
Ostatnio odkrywam samastithi na nowo. Coraz bardziej doceniam nieruchomość, osadzenie, poczucie zakorzenienia. Obserwuję uważnie sposób ułożenia stóp na macie, równomierne rozłożenie ciężaru ciała między ich częściami. Odnalezienie symetrii daje spokój, który od stóp wędruje coraz wyżej i wyżej, aż do samego czubka głowy i daje szansę mojemu umysłowi na ulotną chwilę ciszy.
Na zdjęciu młody Pattabhi Jois prezentuje jeden z wariantów samastithi.